Wataha Srebrnego Pół Księżyca

Wataha Srebrnego Pół Księżyca

Łączna liczba wyświetleń

środa, 9 kwietnia 2014

koniec konkursów Błękitnej Pełni

zakończyliśmy konkursy już kilka dni temu i niestety, ale nikt nie nadesłał prac konkursowych :c
jesteśmy niezadowalone z tego konkursu, więc jeśli chcecie zmienić konkurs na następne święto to piszcie do mnie na ZSM lub na moją pocztę. jeśli i tym razem nikt nie weźmie udziału to już napewno nasz blog będzie nikł w oczach, tak jak już się dzieje. mamy nadzieję, że kolejne święta wypadną lepiej niż Święto Błękitnej Pełni.
Święto Magicznego Wilka odbywa się jutro, więc proszę o odwiedzenie naszego bloga dnia 10.04.2014r. Święto trwa cały dzień lecz ja (Loony) będę dopiero po szkole, czyli tak mniej więcej wejdę o 15.00 lub trochę później.
jeśli komuś się święta w ogóle nie podobają i wolałby żeby ich nie było wcale niech pisze.

WAŻNE!!!
po konkursie ŚBP doszłyśmy do wniosku, że jeden konkurs będzie trwał przez cały rok, a mianowicie:

 1. każdy może przygotować książkę/historię na wybrany sposób (z poniższych propozycji):
- Anime
- wilki
- smoki
- psy, koty (zwierzęta)
- zwykli ludzie
- pluszaki
- sławni piosenkarze
- magia
- mityczne stworzenie

wszystkie książki zostaną tu opublikowane tylko za zgodą właściciela tekstu. książka nie musi być skończona, ale musi mieć przynajmniej 1 roździał itp.
za każdą książkę jest nagroda w formie: zdjęcia z wybraną postacią/zwierzęciem, rysunku wykonanego przez jedną z Adminek, fragmentu książki (Tajemnice Smoczej Góry lub książki z internetu).  A dla autora najciekawszej książki miesiąca będzie prawo uczestniczenia w wyborze nowej modelatorki (autor/autorka będzie mógł/mogła zostać modelatorem na miesiąc - aż do wybrania następnego modelatora.
mamy nadzieję, że dużo osób będzie brało udział. jeśli jedna osoba będzie przysyłała książki regularnie lub raz na miesiąc nowy rozdział może zostać zastępcą jednej adminki lub nawet samą Adminką.
jeśli to was nie zachęci to święta naszej watahy to będzie kompletna klapa.

I PROŚBA DLA WAS!!!
jeśli byście mogli polecić naszą watahę swoim znajomym lub na jakiejś stronce internetowej byśmy były wdzięczne i napewno się wynagrodzimy :)


                                                                                                                Wasze Adminki :)

wtorek, 1 kwietnia 2014

Tajemnice Smoczej Góry

Tajemnice Smoczej Góry

Po długiej podróży w końcu dotarłem pod Smoczą Górę. Zastanawia mnie skąd się wzięła nazwa „Smocza”. Może mieszka tu jakiś smok? Właśnie po to tu jestem – by odkryć co kryje się we wnętrzu góry. Wyjąłem z plecaka wodę i napiłem się. Spojrzałem na wierzchołek góry i zamarłem… jak tu wysoko! Ale co robić? Wyjąłem sprzęt do wspinaczki i zacząłem się wspinać. Skała zaczęła dziwnie drgać. Nie zwróciłem na to uwagi. Wspinaczka stała się męcząca. Usiadłem na półce skalnej by odpocząć, ale ta osunęła się w dół. Zręcznym ruchem przeskoczyłem na inną, bardziej stabilną. Gorzej być nie może…. Zaczęło padać! Skała stała się nieprzyjemnie śliska. Zauważyłem wnękę w skale i wcisnąłem się w nią. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że to korytarz. Było strasznie wąsko. Plecak ciągłem po ziemi. Usłyszałem kapanie wody i nagle zrobiło się gorąco. Korytarz, którym wszedłem do wnętrza jaskini zawalił się niespodziewanie. Tumany kurzu zasłoniły na kilka minut widoczność. Westchnąłem. Czułem, że nikt nie zacznie mnie szukać, mnie i moich dużych okularów, których szybki całkiem zaparowały. Wyjąłem chustkę i zacząłem delikatnie polerować szkiełko. Nie zorientowałem się, że wkoło jest jasno. Światło dochodziło zza ostrego zakrętu. Ruszyłem w tamtą stronę. I to co ujrzałem było przepustką do prawdziwych kłopotów… w dużej Sali stała skrzynia ze skarbem. Wiedziałem, że potem będę tego żałował, ale skarb tak prześlicznie błyszczał, że się nie powstrzymałem i podszedłem na tyle blisko by dosięgnąć kilku monet. W chwili gdy wziąłem do ręki jedną monetę rozległ się przerażający ryk. Pieniądz wypadł mi z ręki, a na ścianie pojawił się duży cień. Ze strachu aż usiadłem na ziemi. Przede mną pojawił się…. Smok! Duży gad stał naprzeciw mnie i wpatrywał się prosto w moje oczy. Z jego nozdrzy uleciał ciemny dym. Wystraszyłem  się. Nie wstawałem z podłogi. Smok zbliżył się i chwycił mnie za kaptur mojej bluzy i podniósł. Nie próbowałem się wyrywać. Niósł mnie przez dobre piętnaście minut. Spodziewałem się, że mnie zaraz zje lecz nie. On przeniósł mnie przez wąskie wrota i wzbił się w powietrze. Wylądował po chwili, a mnie położył na ziemi. Oślepiło mnie jakieś światło. To było słońce! Rozejrzałem się, ale nie ujrzałem znajomych terenów tylko opustoszałą dżunglę. Smok popchnął mnie w kierunku gęstwiny. Odwróciłem się i ujrzałam duży łeb latającego gada, który patrzył na mnie z uśmiechem. Zdziwiła mnie jego wesołość. Ruszyłem tam, gdzie pchał mnie smok.                                                                                           Po całym dniu maszerowania byłem padnięty. Usiadłem pod drzewem, ale zaraz wstałem, bo to w czym się zatopiłem to nie był mech tylko oślizgła, bezkształtna masa lepiąca się jak klej. Przeszły mnie ciarki, gdy zobaczyłem, że na galaretowate coś wchodzi gigantyczny pająk. Cofałem się aż na coś wpadłem na coś twardego i dużego. Odwróciłem się gwałtownie i ujrzałem smoka, który patrzy na mnie z rozbawieniem i trochę ze złością. Zacząłem iść szybkim krokiem. Smoka zostawiłem  w tyle, ale nagle ten pojawił się przede mną. Zatrzymałem się.
Co? – spytałem.
Nie zatrzymujesz się na nocleg? – odpowiedział znienacka smok. – myślałam, że sen dobrze ci zrobi, bo od rana maszerujesz bez przerwy.
Zamurowało mnie. Czy smok może mówić ludzkim głosem?! Moim zdaniem nie, ale to musiał być wyjątek. Myślałem również, że smoki nie istnieją, ale to był błąd. Jeśli nie istnieją to stoi przede mną gadająca skamielina ze skrzydłami.
Faktycznie, zmęczyłem się tą drogą. – odpowiedziałem drętwo. – odpocznę sobie trochę.
Położyłem się na trawie, upewniając się, że nie ma nigdzie tej mazi, którą spotkałem niedawno. Ułożyłem się do snu. Straszny wstrząs poruszył ziemią, a ja podniosłem się odruchowo.
To smok położył się obok mnie. Położyłem się znów lecz bardziej ostrożnie. Bałem się co się wydarzy w nocy.

Ranek nadszedł bardzo szybko. Jak dla mnie za szybko. Chciałem wstać z ziemi, ale jej pode mną nie było! Wisiałem w powietrzu. Nie byłem daleko od ziemi, ale niebyło to na tyle blisko by skoczyć. Zastanawiało mnie tylko jak to się dzieje, że nie spadam.
Co się dzieje?! – krzyknąłem.
Spokojnie, to tylko ja. – odpowiedział mi znajomy głos . – zaspałeś i musiałam cię zabrać, bo nas ścigają.
Nic nie rozumiałem, ale o dziwo się nie bałem. Miałem nadzieję, że to tylko sen.
Kiedy wylądujemy? – spytałem. – nudzi mi się…
Zaraz, cierpliwości. – odpowiedział niewzruszenie smok.
Faktycznie – po krótkiej chwili byliśmy już na ziemi.
Jestem Shila. – przedstawił się smok.
Dopiero teraz do mnie dotarło, że to smoczyca. – bardzo mi miło. – odparłem ze zdziwieniem. – ja jestem Eustachy.
Smoczyca wytrzeszczyła oczy i nadstawiła prawie niewidoczne uszy. Miałem nadzieję, że wywęszyła jakieś jedzenie, a nie wroga. Bardzo się nie myliłem. Zza krzaków wyskoczył szary zajączek. Przypomniało mi się, że za kilka dni Wielkanoc. Teraz byłem pewien, że smoczyca zje zajączka, ale nie! Ta nachyliła się i powiedziała coś zającowi na ucho. Nie wsłuchiwałem się dokładnie, ale zając na całe gardło wrzasnął. – przekażę kapitanowi o twoich planach dotyczących przybysza!!!
Smok uciszył go gestem i zerknął na mnie. Ja udawałem, że jestem czymś zajęty. Była to prawda, że jestem czymś zajęty. Byłem zajęty myśleniem o co chodziło królikowi. Na odpowiedź nie musiałem długo czekać…
Przekazałam królikowi informację dotyczącą ciebie. – powiedziała Shila. – ten przekaże je kapitanowi.
Skinąłem głową udając, że wszystko rozumiem lecz tak naprawdę nie rozumiałem nic. Ruszyliśmy w drogę, a ja wciąż byłem głodny. Z niesmakiem słuchałem propozycji Shili na dania jakie mógłbym zjeść choćby zaraz. Myślałem raczej o pizzie lub frytkach, a nie jakichś robalach grzanych na ogniu. W końcu dałem się przekonać i zjadłem taką potrawkę z robaków. Nie było najlepsze ale myślałem, że będzie gorsze. Po takim posiłku wznowiliśmy podróż. Naszło mnie jakieś dziwne uczucie. Takie jakby ktoś za nami szedł.
A właściwie… - jąkałem się. – po co idziemy tam gdzie idziemy?
Idziemy tam po to – zaczęła smoczyca. – żeby ukryć się przed wojskami wroga.
Ciarki mnie przebiegły. Nie dość, że nie wiem gdzie do końca jestem to jeszcze mnie ścigają za nic! Czy tak się traktuje gości?! No raczej nie…
Nastał wieczór,  a mi się chciało pić. Smoczyca zastosowała niezbyt ciekawą taktykę zdobycia wody: ja miałem zostać sam w dżungli, a ona poleci po wodę. Dopowiedziała też, że jeśli nie wróci do północy ma uciekać jak najdalej stąd. Nie spodobała mi się myśl zostawania samemu w gęstym lesie i być może w nocy bieganiu po dżungli bez żadnej broni. Gdy miałem już odpowiedzieć, że nie podoba mi się ten pomysł ujrzałem, że jestem już całkiem sam. Wlazłem na drzewo i siedziałem do północy. Gdy miałem już zejść z drzewa obok przemknęły dwa cienie. Potem z ciemności wyszedł jakiś karzeł w czarnym długim płaszczu z kapturem na głowie. Wydał jakiś dziwny dźwięk i zdjął kaptur. Zobaczyłem jego twarz, która przypominała głowę orła – zamiast ust i nosa miał lekko zakrzywiony dziób, a reszta twarzy była w dużych szaro-czarnych piórach z pod których wystawały małe żółte oczy, które w ciemności świeciły jak lampki na choince.
Prawie spadłem z gałęzi. Przypomniałem sobie słowa smoczycy – jeśli nie wróci do północy mam uciekać jak najdalej od tego miejsca. Ale nasuwa się pytanie: jak mam uciec? Postanowiłem pozostać na drzewie i się nie ruszać. Na wszelki wypadek przycisnąłem się bardziej do gałęzi, modląc się żeby mnie nie zauważył. Wkrótce, na drugie zawołanie przyszła reszta dziwacznych stworów. Teraz musiałem się martwić. Pokonać ich bym nie dał rady, zwłaszcza sam. Teraz mogłem tylko czekać aż odejdą lub aż przyleci Shila. Smoczyca nie przyleciała ani w nocy ani w dzień, więc cały czas czekałem na drzewie aż do czasu gdy w następnej nocy powietrze rozdarł dźwięk trąbki. W tej samej chwili zza drzew wyleciały setki strzał. Zeskoczyłem na ziemię i ukryłem się w krzakach. Usłyszałem ryk Shili, która po chwili pojawiła się nad drzewami. Porwała mnie za kaptur i wypuściła z łap coś co otwarło jakiś portal, który teleportował nas na szczyt jakiejś góry. Zdziwiło mnie to ale nic nie mówiłem.
Kazałam ci uciekać jak nie wrócę do północy, a ty nie posłuchałeś! – ryknęła gdy wylądowaliśmy. – prawie mnie zabili!
Ja nic nie odpowiedziałem. Nie myślałem, że smoka można zabić. Najwidoczniej można. Po wysłuchaniu skarg smoczycy ruszyliśmy w drogę. Szliśmy w ciszy aż nasunęło mi się kolejne pytanie.
Gdzie jesteśmy? – zapytałem znienacka.
Nie interesuj się tak. – odpowiedział smok drętwo. – dowiesz się w swoim czasie.
Dalej już się nie odzywałem. Za co ona ma mi za złe? Jak mogłem zejść z drzewa nie zwracając uwagi ludzi-ptaków?! No nie szło!
Smoczyca zatrzymała się nad urwiskiem i gdyby nie złapała mnie za bluzę spadłym ponad 200 metrów w dół. Nie to, że się boję, ale myśl o tak długim spadaniu… straszne! 

Smoczyca przeleciała nad urwiskiem na drugą stronę. Nie zabrała mnie ze sobą. W ostatniej chwili złapałem się jej ogona.