Wataha Srebrnego Pół Księżyca

Wataha Srebrnego Pół Księżyca

Łączna liczba wyświetleń

Czytelnia Watahy

zachęcamy do przeczytania książek naszej watahy.
co jakiś czas będziemy dodawac nowe rozdziały naszych książek. popytamy też na innych stronkach i być może ktoś nam udostępni swoje opowiadanie. 
opowiadanie nie tylko o wilkach, ale głównie o smokach (bo to nasza druga największa pasja). 
jeśli chcecie by wasze książki/opowiadania znalazły się na naszej stronce, wyślijcie ją nam na pocztę watahy, a my na 100% ją opublikujemy (ale tylko za waszą zgodą) ;)




1.TAJEMNICE SMOCZEJ GÓRY
2. WILCZA DOLINA
3.
4.
5.





Tajemnice Smoczej Góry

Rozdział 1 „Tajemnica Góry”

Po długiej podróży w końcu dotarłem pod Smoczą Górę. Zastanawia mnie skąd się wzięła nazwa „Smocza”. Może mieszka tu jakiś smok? Właśnie po to tu jestem – by odkryć co kryje się we wnętrzu góry. Wyjąłem z plecaka wodę i napiłem się. Spojrzałem na wierzchołek góry i zamarłem… jak tu wysoko! Ale co robić? Wyjąłem sprzęt do wspinaczki i zacząłem się wspinać. Skała zaczęła dziwnie drgać. Nie zwróciłem na to uwagi. Wspinaczka stała się męcząca. Usiadłem na półce skalnej by odpocząć, ale ta osunęła się w dół. Zręcznym ruchem przeskoczyłem na inną, bardziej stabilną. Gorzej być nie może…. Zaczęło padać! Skała stała się nieprzyjemnie śliska. Zauważyłem wnękę w skale i wcisnąłem się w nią. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że to korytarz. Było strasznie wąsko. Plecak ciągłem po ziemi. Usłyszałem kapanie wody i nagle zrobiło się gorąco. Korytarz, którym wszedłem do wnętrza jaskini zawalił się niespodziewanie. Tumany kurzu zasłoniły na kilka minut widoczność. Westchnąłem. Czułem, że nikt nie zacznie mnie szukać, mnie i moich dużych okularów, których szybki całkiem zaparowały. Wyjąłem chustkę i zacząłem delikatnie polerować szkiełko. Nie zorientowałem się, że wkoło jest jasno. Światło dochodziło zza ostrego zakrętu. Ruszyłem w tamtą stronę. I to co ujrzałem było przepustką do prawdziwych kłopotów… w dużej Sali stała skrzynia ze skarbem. Wiedziałem, że potem będę tego żałował, ale skarb tak prześlicznie błyszczał, że się nie powstrzymałem i podszedłem na tyle blisko by dosięgnąć kilku monet. W chwili gdy wziąłem do ręki jedną monetę rozległ się przerażający ryk. Pieniądz wypadł mi z ręki, a na ścianie pojawił się duży cień. Ze strachu aż usiadłem na ziemi. Przede mną pojawił się…. Smok! Duży gad stał naprzeciw mnie i wpatrywał się prosto w moje oczy. Z jego nozdrzy uleciał ciemny dym. Wystraszyłem  się. Nie wstawałem z podłogi. Smok zbliżył się i chwycił mnie za kaptur mojej bluzy i podniósł. Nie próbowałem się wyrywać. Niósł mnie przez dobre piętnaście minut. Spodziewałem się, że mnie zaraz zje lecz nie. On przeniósł mnie przez wąskie wrota i wzbił się w powietrze. Wylądował po chwili, a mnie położył na ziemi. Oślepiło mnie jakieś światło. To było słońce! Rozejrzałem się, ale nie ujrzałem znajomych terenów tylko opustoszałą dżunglę. Smok popchnął mnie w kierunku gęstwiny. Odwróciłem się i ujrzałam duży łeb latającego gada, który patrzył na mnie z uśmiechem. Zdziwiła mnie jego wesołość. Ruszyłem tam, gdzie pchał mnie smok.                                                                                           Po całym dniu maszerowania byłem padnięty. Usiadłem pod drzewem, ale zaraz wstałem, bo to w czym się zatopiłem to nie był mech tylko oślizgła, bezkształtna masa lepiąca się jak klej. Przeszły mnie ciarki, gdy zobaczyłem, że na galaretowate coś wchodzi gigantyczny pająk. Cofałem się aż na coś wpadłem na coś twardego i dużego. Odwróciłem się gwałtownie i ujrzałem smoka, który patrzy na mnie z rozbawieniem i trochę ze złością. Zacząłem iść szybkim krokiem. Smoka zostawiłem  w tyle, ale nagle ten pojawił się przede mną. Zatrzymałem się.
Co? – spytałem.
Nie zatrzymujesz się na nocleg? – odpowiedział znienacka smok. – myślałam, że sen dobrze ci zrobi, bo od rana maszerujesz bez przerwy.
Zamurowało mnie. Czy smok może mówić ludzkim głosem?! Moim zdaniem nie, ale to musiał być wyjątek. Myślałem również, że smoki nie istnieją, ale to był błąd. Jeśli nie istnieją to stoi przede mną gadająca skamielina ze skrzydłami.
Faktycznie, zmęczyłem się tą drogą. – odpowiedziałem drętwo. – odpocznę sobie trochę.
Położyłem się na trawie, upewniając się, że nie ma nigdzie tej mazi, którą spotkałem niedawno. Ułożyłem się do snu. Straszny wstrząs poruszył ziemią, a ja podniosłem się odruchowo.
To smok położył się obok mnie. Położyłem się znów lecz bardziej ostrożnie. Bałem się co się wydarzy w nocy.

Ranek nadszedł bardzo szybko. Jak dla mnie za szybko. Chciałem wstać z ziemi, ale jej pode mną nie było! Wisiałem w powietrzu. Nie byłem daleko od ziemi, ale niebyło to na tyle blisko by skoczyć. Zastanawiało mnie tylko jak to się dzieje, że nie spadam.
Co się dzieje?! – krzyknąłem.
Spokojnie, to tylko ja. – odpowiedział mi znajomy głos . – zaspałeś i musiałam cię zabrać, bo nas ścigają.
Nic nie rozumiałem, ale o dziwo się nie bałem. Miałem nadzieję, że to tylko sen.
Kiedy wylądujemy? – spytałem. – nudzi mi się…
Zaraz, cierpliwości. – odpowiedział niewzruszenie smok.
Faktycznie – po krótkiej chwili byliśmy już na ziemi.
Jestem Shila. – przedstawił się smok.
Dopiero teraz do mnie dotarło, że to smoczyca. – bardzo mi miło. – odparłem ze zdziwieniem. – ja jestem Eustachy.
Smoczyca wytrzeszczyła oczy i nadstawiła prawie niewidoczne uszy. Miałem nadzieję, że wywęszyła jakieś jedzenie, a nie wroga. Bardzo się nie myliłem. Zza krzaków wyskoczył szary zajączek. Przypomniało mi się, że za kilka dni Wielkanoc. Teraz byłem pewien, że smoczyca zje zajączka, ale nie! Ta nachyliła się i powiedziała coś zającowi na ucho. Nie wsłuchiwałem się dokładnie, ale zając na całe gardło wrzasnął. – przekażę kapitanowi o twoich planach dotyczących przybysza!!!
Smok uciszył go gestem i zerknął na mnie. Ja udawałem, że jestem czymś zajęty. Była to prawda, że jestem czymś zajęty. Byłem zajęty myśleniem o co chodziło królikowi. Na odpowiedź nie musiałem długo czekać…
Przekazałam królikowi informację dotyczącą ciebie. – powiedziała Shila. – ten przekaże je kapitanowi.
Skinąłem głową udając, że wszystko rozumiem lecz tak naprawdę nie rozumiałem nic. Ruszyliśmy w drogę, a ja wciąż byłem głodny. Z niesmakiem słuchałem propozycji Shili na dania jakie mógłbym zjeść choćby zaraz. Myślałem raczej o pizzie lub frytkach, a nie jakichś robalach grzanych na ogniu. W końcu dałem się przekonać i zjadłem taką potrawkę z robaków. Nie było najlepsze ale myślałem, że będzie gorsze. Po takim posiłku wznowiliśmy podróż. Naszło mnie jakieś dziwne uczucie. Takie jakby ktoś za nami szedł.
A właściwie… - jąkałem się. – po co idziemy tam gdzie idziemy?
Idziemy tam po to – zaczęła smoczyca. – żeby ukryć się przed wojskami wroga.
Ciarki mnie przebiegły. Nie dość, że nie wiem gdzie do końca jestem to jeszcze mnie ścigają za nic! Czy tak się traktuje gości?! No raczej nie…

Rozdział 2 „Nocny Wróg”

Nastał wieczór,  a mi się chciało pić. Smoczyca zastosowała niezbyt ciekawą taktykę zdobycia wody: ja miałem zostać sam w dżungli, a ona poleci po wodę. Dopowiedziała też, że jeśli nie wróci do północy ma uciekać jak najdalej stąd. Nie spodobała mi się myśl zostawania samemu w gęstym lesie i być może w nocy bieganiu po dżungli bez żadnej broni. Gdy miałem już odpowiedzieć, że nie podoba mi się ten pomysł ujrzałem, że jestem już całkiem sam. Wlazłem na drzewo i siedziałem do północy. Gdy miałem już zejść z drzewa obok przemknęły dwa cienie. Potem z ciemności wyszedł jakiś karzeł w czarnym długim płaszczu z kapturem na głowie. Wydał jakiś dziwny dźwięk i zdjął kaptur. Zobaczyłem jego twarz, która przypominała głowę orła – zamiast ust i nosa miał lekko zakrzywiony dziób, a reszta twarzy była w dużych szaro-czarnych piórach z pod których wystawały małe żółte oczy, które w ciemności świeciły jak lampki na choince.
Prawie spadłem z gałęzi. Przypomniałem sobie słowa smoczycy – jeśli nie wróci do północy mam uciekać jak najdalej od tego miejsca. Ale nasuwa się pytanie: jak mam uciec? Postanowiłem pozostać na drzewie i się nie ruszać. Na wszelki wypadek przycisnąłem się bardziej do gałęzi, modląc się żeby mnie nie zauważył. Wkrótce, na drugie zawołanie przyszła reszta dziwacznych stworów. Teraz musiałem się martwić. Pokonać ich bym nie dał rady, zwłaszcza sam. Teraz mogłem tylko czekać aż odejdą lub aż przyleci Shila. Smoczyca nie przyleciała ani w nocy ani w dzień, więc cały czas czekałem na drzewie aż do czasu gdy w następnej nocy powietrze rozdarł dźwięk trąbki. W tej samej chwili zza drzew wyleciały setki strzał. Zeskoczyłem na ziemię i ukryłem się w krzakach. Usłyszałem ryk Shili, która po chwili pojawiła się nad drzewami. Porwała mnie za kaptur i wypuściła z łap coś co otwarło jakiś portal, który teleportował nas na szczyt jakiejś góry. Zdziwiło mnie to ale nic nie mówiłem.
Kazałam ci uciekać jak nie wrócę do północy, a ty nie posłuchałeś! – ryknęła gdy wylądowaliśmy. – prawie mnie zabili!
Ja nic nie odpowiedziałem. Nie myślałem, że smoka można zabić. Najwidoczniej można. Po wysłuchaniu skarg smoczycy ruszyliśmy w drogę. Szliśmy w ciszy aż nasunęło mi się kolejne pytanie.
Gdzie jesteśmy? – zapytałem znienacka.
Nie interesuj się tak. – odpowiedział smok drętwo. – dowiesz się w swoim czasie.
Dalej już się nie odzywałem. Za co ona ma mi za złe? Jak mogłem zejść z drzewa nie zwracając uwagi ludzi-ptaków?! No nie szło!
Smoczyca zatrzymała się nad urwiskiem i gdyby nie złapała mnie za bluzę spadłym ponad 200 metrów w dół. Nie to, że się boję, ale myśl o tak długim spadaniu… straszne! 
Smoczyca przeleciała nad urwiskiem na drugą stronę. Nie zabrała mnie ze sobą. W ostatniej chwili złapałem się jej ogona.  Gdy byliśmy na drugiej stronie urwiska spojrzała na mnie spode łba. Ruszyliśmy dalej. W tej chwili zza dziwnie dużego krzaka wyleciała sieć i spadła prosto na Shile. Chciałem jej pomóc, ale smoczyca mi nie kazała się narażać. Wbrew jej woli przeciąłem linę i uwolniłem smoka. Widocznie te dziwne stworzenia nie zorientowały się, że jestem aż taki odważny. Co prawda nie aż tak jak smoki, ale trochę na pewno.  Razem ze smoczycą zaczęliśmy biec lecz te dziwne istoty – jak je nazwała Shila – Ra’zacowie gonili nas aż do wąwozu. Odwracając się widziałem tylko dwie zakapturzone postacie, które z czasem znikły. Gdy się zatrzymaliśmy po długim biegu, smoczyca spojrzała na mnie gniewnie.
Mogłeś tam zginąć! – warknęła na mnie, ale już się na mnie nie gapiła.
Gdybyś ty nie przeżyła też bym zginął prędzej czy później na pewno. – odpowiedziałem bez wahania i jakby się zastanowić, to mówiłem prawdę. Smoczyca już się nie odzywała, ale byłem pewien, że chce mi coś powiedzieć. Bolały mnie nogi. Nie chciało mi się iść dalej, a robiło się ciemno.  Ra’zacowie mogliby nas przecież dogonić, ale już mnie to nie obchodziło. Chcę odpocząć! Usiadłem pod drzewem nie zwracając uwagi na robale i wszelkie paskudztwa. Nie byłem zainteresowany również jedzeniem, choć od kilku dni nic nie jadłem. Shila nie chciała się zatrzymywać, ale uległa po krótkiej chwili.
O świcie ruszamy dalej. – oświadczyła.
Nie słuchałem jej już wcale i po chwili zasnąłem. Śnił mi się dom i moi koledzy, którzy mnie zmusili. To dzięki nim mogę przeżyć tą niesamowitą historię, a nie siedzieć przy książkach i zgrywać kujona. A, właśnie! Miałem robić zdjęcia telefonem.  Muszę zrobić te zdjęcia, bo mi nie uwierzą. Spało mi się dobrze.

Rozdział 3 „W pułapce wroga”
Rano zbudziły mnie drgania. To nie było chrapanie smoka tylko…. O, nie! to Ra’zacowie nas złapali! Ale przecież Shila była obok… Nie, nie czekaj! Nie było tu smoczycy, a co gorsza nie miał mnie kto bronić przed zakapturzonym stworem, który stał nade mną. Ciarki mnie przeszły po plecach, gdy przyłożył mi do czoła swój pazur. Odruchowo cofnąłem się. Prawie mi wydłubał oko! Teraz się zorientowałem, że jestem przykuty łańcuchem. A gdzie mnie wieźli? Nie wiem. Ojć! Teraz już wiem… „więźniarka” – tak jak nazwałem ów pojazd – zatrzymał się przed bramą do wielkiego, ponurego zamczyska. Jeden nietoperz wleciał do środka. Ra’zacowie chcieli go wygonić i wyglądało, że się go boją. Ja natomiast nie bałem się nietoperzy zwłaszcza po tym co mnie spotkało. Szybko złapałem zwierzątko i nim się obejrzałem uspokoiło się. Zabawnie przyczepiło się do mojego palca i dyndało łebkiem w dół. Gdy podłożyłem palec u drugiej ręki nietoperz przewiesił się pozostając w tej samej pozycji. Zdziwiło mnie trochę, że się nie boi.
Nagle zrobiło się ciemno. Nie wystraszyłem się zbytnio, ale nie wiedziałem co się zaraz stanie. Wjechaliśmy do jakiejś sali. Ra’zacowie wyrzucili mnie na piasek, a nietoperz odleciał i usiadł na spróchniałym drzewie. Wtedy zapaliła się jedna mała pochodnia.
W klatce naprzeciwko ujrzałem smoka. Nie była to Shila, ale jakiś dziki smok. Ra’zacowie nie podejrzewali, że mam scyzoryk w kieszeni i nim zdołali mnie powstrzymać już byłem wolny. Podbiegłem  do klatki ze smokiem i szybko ją otworzyłem. Smok szybko wzbił się w powietrze. Złapałem go za łapę, bo też się chciałem się stąd wyrwać. Smok podrzucił mnie do góry, a ja wylądowałem na jego grzbiecie. Było tam już przygotowane siodło. W tym smok było coś znajomego, coś o czym już kiedyś czytałem. Tak! To była… Nocna Furia! Zdziwiło mnie trochę, że tak silny i mądry smok dał się złapać, ale nim zdążyłem sobie odpowiedzieć na to pytanie, byliśmy już na dworze. Widok trochę mnie zdziwił, bo wszędzie było mnóstwo smoków, ale w klatkach. Nocna Furia wylądowała i spojrzała na mnie jakimś dziwnym spojrzeniem.
Aaaa! Mam uwolnić smoki, tak? – zapytałem.
Smok skinął głową. Wyjąłem mój scyzoryk i zacząłem po kolei otwierać klatki. Rozróżniałem różne gatunki smoków: Koszmar  Ponocnik, Śmiertnik Zębacz, Gronkiel i Zębiróg Zamkogłowy. Miałem nadzieję, że znajdę jeszcze jakąś Nocną Furię, ale nie. gdy uwolniłem wszystkie smoki wskoczyłem na Furię i odleciałem w stronę polany. Gdy tak leciałem, przypadkowo nazwałem smoka: Abi.
Musiałem jeszcze poszukać Shili. Znalazłem ją niedaleko od zamku – w małym, na wpół zniszczonym dworku. Wylądowałem.
Cześć Shila! – powiedziałem podchodząc do smoczycy. – wszędzie cię szukałem.
Smoczyca przywitała się, ale tak jakoś dziwnie.
Nie powiesz nikomu? – spytała patrząc na mnie.
Nikomu. – odpowiedziałem. – o co chodzi?
Shila podniosła lewe skrzydło. Ujrzałem dziewczynę w blond włosach opierającą się o brzuch smoczycy. Była ranna. Popatrzyłem na Shile nie rozumiejąc o co chodzi. Ona kiwnęła głową, że mam podejść do dziewczyny. Zbliżyłem się kilka kroków. Nie znajoma spojrzała na mnie zielonymi oczami, ale takim spojrzeniem, że już chciałem się cofnąć. Wstała i podeszła do mnie. Trochę się wystraszyłem.
Cześć. – szepnęła. – pamiętasz mnie?
O mało co się nie przewróciłem. to była….
Kiara? – spytałem oszołomiony. Spojrzałem na Shile, która najwidoczniej myślała, że jej nie znam, ale to była moja była dziewczyna.
Wow! Myślałam, że przez tyle lat zapomniałeś mojego imienia. – powiedziała już normalnym głosem.
Co ty tu robisz? – spytałem głaszcząc Abi, która do mnie podbiegła. Kiara o dziwo się jej nie przestraszyła.
A można powiedzieć, że zwiedzam. – odpowiedziała jak na jakimś przesłuchaniu. – a ty?
Zastanawiałem się co jej powiedzieć.
Ja… em… no, ten no… - jąkałem się. – trafiłem tu przez przypadek, a teraz zwiewam przed jakimiś stworami.
Chodzi ci o nich? – spytała opanowanym głosem, wskazując trzy zakapturzone postacie.
O nie… - jęknąłem.
Shila wzbiła się w powietrze na kilkanaście metrów, robiąc przy tym straszny wiatr. Ja natomiast wskoczyłem na Abi. Nie chciałem zostawiać tu Kiary lecz ta nie chciała ze mną lecieć. Zagwizdała. Usłyszałem ryk i ujrzałem smoka… Pazuroszpona Niebiańskopiórego. Zacząłem analizować wszystko co o nim wiem. Okazało się, że to smoczyca Kiary.
Ma na imię Luna – wyjaśniła mi Kiara, gdy już lecieliśmy. – i jest z gatunku….
Pazuroszpon Niebiańskopióry. – przerwałem jej. – poznałem po tym, że jako jedyny smok ma pióra.
Skoro wiesz jaki to gatunek, to pewnie wiesz też co potrafi. – Kiara myślała pewnie, że nie wiem. – chyba, że jesteś aż takim ciapą i nie wiesz.
A owszem, że wiem.  – powiedziałem i zacząłem wymieniać wszystko co wiem o Pazuroszponie. Nie było to trudne, gdyż akurat jego działu w książce nauczyłem się na pamięć.
Kiarę zamurowało. Przez resztę drogi już nic nie mówiła.                     Wpadł mi do głowy szalony pomysł. Pogoniłem trochę Abi i zniknęliśmy w chmurach. Kiary to nie ruszyło, ale po chwili zaczęła się rozglądać.
Gdzie jesteś? – szepnęła, akurat gdy ja byłem tuż nad nią. Wyłoniłem się z chmur zwisając głową w dół.
A jednak się o mnie martwisz… - powiedziałem żartobliwie.
Ha, ha, ha… bardzo śmieszne. – powiedziała oschle.
Zaś lecieliśmy w spokoju. To znaczy ona leciała spokojnie, a ja ciągle latałem głową w dół, w chmurach lub tuż nad wodą, by się napić.
A właściwie do to gdzie lecimy? – spytałem w końcu widząc niekończące się morze, czy co to tam było.
Lecimy na wyspę Ardhius - wytłumaczyła mi Kiara. – było trzeba się uczyć w szkole to byś wiedział, że do wyspy zostało równe 25 km i, że dolecimy tam w jakąś godzinę.
Aha… - zatkało mnie. – ja się w szkole uczę o smokach nie o geografii jakichś wysp.
Właściwie to urywasz się z lekcji, by się uczyć o smokach. – zaczęła się ze mną kłócić. – ty nawet nie wiesz z czego składa się powietrze.
Niby nie wiem, ale o smokach wiem więcej niż ty dowiesz się w całym swoim życiu. – trochę przesadziłem, bo Kiara rzuciła we mnie toporem.
Abi nagle skręciła i runęła w dół, prosto do wody. Zakręciło mi się w głowie. Przymrużyłem oczy i ujrzałem błękitną taflę wody w którą uderzyliśmy z pełnym impetem. Myślałem, że mi czachę rozwaliło, ale nie. Abi tylko chciała zjeść sobie rybkę… Kiara czekała na mnie widać, że zniecierpliwiona. Nie odezwała się, ale spiorunowała mnie wzrokiem dając mi do zrozumienia, że nie zamierza tracić czasu na moje wygłupy.
Powiedz jej, że ma lecieć za nami. – szepnął jakiś głos. – znam skrót.
Nie zwróciłem na ten głos uwagi, ale głos się powtórzył. Moja smoczyca gapiła się na mnie. Dotarło do mnie, że to ona mi to powiedziała.
To ty mówisz? – spytałem Abi.
Nie gadaj sam do siebie! – Kiara była „lekko” zła. – zaczynasz mnie denerwować.
Pomyślałem sobie, że Kiara jest wredna, ale ją lubię. Nie wiem czemu, ale moja smoczyca to usłyszała. Jeśli będzie słyszała wszystko co pomyślę to będzie kiepsko.
Abi, czy ty słyszysz moje myśli? – pomyślałem skupiając się na myśleniu o moim smoku.
Tak. – odpowiedziała smoczyca gwałtownie skręcając w bok w stronę jaskini.
Gdzie ty lecisz? – spytała Kiara. – na wyspę Ardhius to w tamtą stronę.
Znam skrót! – odkrzyknąłem jej. – leć za mną!
No chyba śnisz! – znów zaczęła się ze mną kłócić. – jak zabłądzisz to tylko ty!
Eh… więc teraz muszę się z nią ścigać… Popędziłem Abi. Nie miałem pojęcia, że lecą za nami Ra’zacowie. Choć domyśliłem się, że ktoś nas śledzi nawet nie chciało mi się sprawdzać czy to prawda. Abi w pewnym momencie zatrzymała się przed ścianą. Rozejrzałem się i zobaczyłem cztery tunele: jeden w górę, jeden w dół, jeden w prawo i jeden w lewo.
Abi, gdzie teraz? – spytałem już nie skupiając się by przesłać smokowi co myślę. Smoczyca nie odpowiedziała, ale tak jak się spodziewałem użyła echolokacji. Wydostaliśmy się nawet nie wiem kiedy. Zaraz, zaraz… to tunel zrobiony przez Krzykozgona! Smoczyca potwierdziła moje myśli. Zobaczyłem daleko mały, biały punkcik, który się przybliżał. Tak… to był Krzykozgon. Szybko odlecieliśmy. Dotarliśmy do wyspy Ardhius szybciej niż mi się wydawało, ale zbliżała się Kiara. Chodź i tak byłem przed nią i musiała przyznać, że naprawdę dobrze mi poszło nie byłem do końca pewien czy jesteśmy tu sami. Moje przeczucia się potwierdziły. Zza krzaków wyszedł…. Smok! To była Shila! Przywitałem ją. Ona natomiast cofnęła się gdy chciałem jej dotknąć.
To pułapka, uciekajcie! – ryknęła i już była w powietrzu. Z nieba spadł grad strzał i sieci, które spadały na krzaki i drzewa. Wskoczyłem na Abi, ale Kiara została na ziemi, bo jej smoczycę złapali. Moja smoczyca złapała Kiarę w szpony i wzleciała  na bezpieczną odległość. Jednak nie wiedzieliśmy, że Ra’zacowie też mają smoki mimo, że mieli je zabijać…































                        Wilcza Dolina
1.  Wschodnia wojna.

Drogę ucieczki odcinał stromy wąwóz. Nie dało by się zsunąć na sam dół ani skoczyć na drugą stronę. Trzy Wadery zostały odcięte. Wschodnie stado się zbliżało. Samica Alfa przyspieszyła biegu by jako pierwsza rozszarpać Kiiyuko. Dzielna Wadera rzuciła się do ataku. Dwie pozostałe skoczyły do wąwozu. Kiiyuko przydusiła do ziemi przywódczynię stada zachodniego i ostrzegła wojsko że jeśli się zbliżą, zabije Kris. Chcąc uciec, przywódczyni zawinęła ogon o łapę Kiiyuko i pociągnęła w przeciwną stronę przewracając Waderę.
Moon i Sakura martwiąc się o tymczasową przywódczynię chciały wskoczyć lecz skała była zbyt stroma.
Kiiyuko cudem wstała lecz już nie była wstanie zabić Kris. Skoczyła więc ze skały wiedząc, że stado wilków nie skoczy za nią w przepaść. Czekały na nią Moon i Sakura. Wadera zauważyła, że do stada zachodniego dołączył Arukaz. Zdziwiła się też gdy zobaczyła, że Stado Zachodnie odchodzi.
Musimy się schronić Kiiyuko…-szepnęła Moon czując, że zaraz będzie padać.-zaraz będzie ulewa…
Kilka małych kropel spadło im na nosy.
To prawda! – Sakura wierzyła Moon, bo już kiedyś Wadera przepowiedziała pogodę. – nie możemy się narażać tylko dlatego, że zostałyśmy wygnane!
Kiiyuko się zgodziła. Wszystkie trzy rozdzieliły się w poszukiwaniu bezpiecznego schronienia.
                                     ♥♥♥
Nagle przerażające wycie Sakury rozdarło powietrze. To Zachodnie Stado atakowało wilczycę. Moon i Kiiyuko gdy przybiegły na miejsce Sakura była już więźniem Kris, ale co dziwniejsze Arukaz nie pomagał Kris tylko Sakurze. Dwie Wadery przyglądały się całemu zajściu.
Wkrótce przybiegła do nich Sakura wraz z Arukazem. Arukaz zaproponował wilczycom żeby dołączyły do Stada Zachodniego lecz te odmówiły. Basior wrócił do stada. Czekała na niego kara. Zaraz gdy dotarł usłyszał wiele wyzwisk i gróźb.
Dlaczegoś ty to zrobił?!-ryknęła rozwścieczona Kris.
Nie wiem…- skłamał Arukaz.- coś mnie zahipnotyzowało.
- i niech mi to był ostatni raz, a teraz niech Bety i Gammy przygotują sprzęt oraz niech wyślą posłańca do Stada Północnego Księżyca - wypowiadamy wojnę!
Arukaz dał za wygraną wrednej przywódczyni. Rozkaz dotarł bardzo szybko do Stada Północnego Księżyca.
                                     ♥♥♥

Gammy zacięcie pracowały nad ekwipunkiem Watahy. Nikt nie odkrył, że nieśmiertelność to zasługa rogu wodnego Jednorożca. Teraz dla całej Watahy było potrzebne mnóstwo prochu z rogów. W Wilczej Dolinie nie było wystarczająco dużo rogów. Vitanii szykowała magiczne amulety śmierci dla poległych, by przywrócić im życie lecz w innej postaci. Vitanii po przeliczeniu wszystkich wojowników stwierdziła, że sami nie dadzą rady więc w połowie przygotowań samica Alfa wysłała posłańca do Watahy Zielonego Amuletu, by pomogli w wojnie. Stado było zmęczone całodniową pracą lecz wojownicy nie odpoczywali tylko ćwiczyli do wojny. Wieści o wojnie dotarły nawet do Kiiyuko, która też zamierzała pomóc obu Watahom. Nie chciała litości od stada z którego ją wygnali tylko chciała pokazać Watasze Stada Zachodniego, że po jednym nie udanym starciu się nie podda. Sakura nie była pewna czy się uda, ale ostatecznie się zgodziła. Moon postąpiła podobnie.
                              ♥♥♥

Akela Taka odebrał list od posłańca Watahy Północnego Księżyca. Zaczęła się walka z czasem. Do wojny został nie cały miesiąc, a Akela – przywódca stada nie miał dostatecznie silnych wojowników.
Poślijcie posłańca do Watahy Siły i zawiadomcie Keit, że ma nam pomóc! – rozkaz Akeli przeraził wojowników. Wiadomo było, że Keit ma najsilniejsze stado i najwięcej wojowników, których nikt nie pokona, a najbardziej dołowała wieść, że od kilku lat są wrogami. Akela jednak spodziewał się w najbliższym czasie wojny i podpisał z Watahą sojusz.
Rozszarpać ją na strzępy! – wył jeden z wojowników. – to zdrajczyni! 
Akela Taka popatrzył na biedną LadyX leżącą na kamiennym stole. Dwóch wojowników przytrzymywało Lukasa przed rzuceniem się na leżącą Waderę.
O co ci chodzi Lukas? – pytała przestraszona LadyX. – nic nie zrobiłam!
Lukas nie odpowiadał na żadne z jej pytań tylko szarpał się z więzów, którymi został przywiązany dla bezpieczeństwa rannej. LadyX – choć wojownicza i zadziorna bała się wkurzonego Lukasa, który powoli zaczął rozrywać liny. Nie bała się o siebie lecz o całą resztę stada, bo wiedziała, że jeśli on ją zaatakuje to ona przemieni się w demona i zniszczy Dolinę.
O co chodzi Lukasie? – zapytał Akela powoli tracąc cierpliwość. – co takiego zrobiła LadyX?
Wodzu, LadyX zdradziła stado wynosząc z naszej zbrojowni część fiolek z magicznym pyłem i zaniosła Wschodniej Watasze. – Lukas powiedział wszystko co widział. – umówiła się również z ich przywódczynią, że doniesie fiolek dla całego stada.
Akela nie mógł uwierzyć w to co słyszy. Popatrzył na LadyX wyczekująco. Wadera wahała się lecz się przyznała. – tak, to ja wyniosłam fiolki, ale zakopałam je na „czarną godzinę”.
Akela wysłał wilki tropiące na poszukiwanie fiolek których po przeszukaniu lasu nie znalazły. Akela podjął ciężką decyzję i ogłosił na spotkaniu Rady Wilków.
Wygnamy LadyX. – ogłosił z ciężkim sercem. – lecz dopiero kiedy zrosną jej się rany.
Cała Rada Wilków poparła decyzję, ale byli oni za natychmiastowym wygnaniem Wadery.
Nagle Akeli przypomniała się Kiiyuko, Moon Star i Sakura, które wygnał kilka tygodni temu. Domyślał się, że trzy bohaterskie Wadery spotkały już wilki z Watahy Wschodniej i na pewno widziały Arukaza.
                                 ♥♥♥
Przyszedł dzień wojny. Wzmocniona Wataha Zachodniego Księżyca stała naprzeciw Watasze Wschodniej. Wataha Siły też się stawiła w pełnej zbroi. Rozpoczął się pojedynek. Jedyna LadyX przyglądała się z daleka, bo wiedziała, że nie zechcą jej pomocy. W Dolinie rozpętało się piekło gdy za siedzącą samotnie Waderą pojawiły się trzy znajome ze stada. Moon Star i Sakura na których czele stała Kiiyuko w postaci demona. Widać było, że utworzyły własną Watahę, a Kiiyuko przyjęła już Kasumi i kilka innych wojowniczek, bo miała na szyi róg morskiego konia pegazo-jednorożca. Tylko we trójkę przybyły na wojnę, pewnie by nie narażać reszty. LadyX dołączyła do grupy i na hasło wydane przez Kiiyuko wszystkie trzy zsunęły się  w sam środek wojny w której poległo większość towarzyszy. Akela Taka został ciężko ranny i najprawdopodobniej skazany na śmierć gdyby nie LadyX. Wadera polała rany swego byłego przywódcy wodą z magicznego źródła i choć wiedziała, że to się dla niej źle skończy wypowiedziała magiczne słowa zanim Sakura i Kiiyuko zdążyły ją powstrzymać. Natomiast Akela Taka odzyskał przytomność jeszcze na oczach LadyX, która już leżała na ziemi w czarnej mgle. Akela podbiegł do wybawczyni lecz zobaczył tylko jej amulet wiszący na już przezroczystej szyi, który z czasem opadł na ziemię. Ostatnie co zobaczyła reszta stad to duch LadyX unoszący się nad polem bitwy, który oswabadzał dusze poległych, którzy jak za sprawą czarodziejskiej różdżki wracali do życia. Po LadyX został tylko amulet, który Akela schował w ziemi tworząc grób dla Wadery, który wojownicy obłożyli kamieniami i poświęcili wodą ze źródła, która zadziała dopiero podczas wielkiej wojny lub innego prawdziwego niebezpieczeństwa.
Stada rozeszły się ze smutkiem modląc się do bóstw wilczych o przebaczenie dla LadyX i przewrócenie jej do świata żywych.










2.  Cud.

Po śmierci LadyX stad było pogrążone w żałobie. Nawet Wataha Wschodnia odwiedzała grób Wadery. Zaprzestano wszelkim wojnom i sporom. Wszystko dla LadyX. Tej nocy wielki uczony miał przybyć by przepowiedzieć co się stało teraz z Waderą. Czekano na niego do późna… lecz nie przybył. Każdy brał pod uwagę trudności drogi do Doliny. Po nie przespanej nocy i trudnym poranku wszyscy byli zmęczeni, ale nie przestawali pracować. Bety miały wolne tak jak Gamy, a wszystko dla tego, że każdy chciał pomóc w szukaniu uczonego, którego widziały Bety Watahy Wschodniej. Wilki z Doliny brały również pod uwagę, że dawni wrogowie mogą kłamać, ale jak się okazało to była jednak prawda. Wielki uczony ukazał się na horyzoncie razem z zachodem słońca. Stanął nad grobem LadyX, wymówił kilka niezrozumiałych słów po czym wykopał z ziemi amulet. Znów kilka słów i stało się coś niezrozumiałego dla pozostałych…
Kiiyuko zabrała Moon i Sakure ze zbiegowiska i cicho wymknęły się do jaskini Akeli, który nie zauważył niespodziewanych gości. Wadery wślizgnęły się do ciemnego pomieszczenia pełnego fluorescencyjnych fiolek z glutowatą mazią. Każda prawie świeciła na zielono. Były też żółte, ale Kiiyuko szukała różowej. Jedyna Wadera wiedziała, że taka fiolka jest wśród zieleni i żółci. Dwie pozostałe pilnowały wejścia, gdy nagle skała uchyliła się i do środka weszła… sama Kris! A na szyi miała przewieszoną różową fiolkę. Musiała ją zabrać gdy Akela Taka był na polowaniu. Wadery ukryły się, a jednak nie do końca rozsądnie… Sakura i Moon wcisnęły się pod regały, a Kiiyuko wskoczyła na najwyższą półkę nie chcący strącając jedną z fiolek, która z trzaskiem rozbiła się o kamienną podłogę jaskini. Kris spojrzała w górę, ale Kiiyuko zdążyła się położyć i pozostać niezauważoną lecz mądra Alfa też wzniosła się w górę. Nie zauważyła jednak nic po za niebieską plamą, a potem wszystko zrobiło się czarne. To Moon rzuciła się na nią i tym samym sama się lekko pokaleczyła, ale wiedziała, że jedna z tych fiolek ją uzdrowi… tylko która?! Kiiyuko schowała najpierw nie przytomną Kris w jednej ze szaf zamykanej na kluczyk, a potem poszukała odpowiedniej fiolki.
                                 ♥♥♥
Tym czasem przy grobie LadyX tłum stał nieruchomo wpatrując się w szaro-czarno-niebiesko-różowo-czerwoną mgłę. Uczony w przeciwieństwie do tłumu nie był zdziwiony tylko spokojny tak jakby wiedział co się zaraz stanie. Mgła przybrała kształt ekranu i wzniosła się trochę wyżej. Czerwony punkt przybrał kształt wilka, a potem LadyX. Inne kolory zmieniły się w dwa diabły, które chciały pożreć Waderę lecz ta znikła. Mgła się rozproszyła. Każdy wilk był wystraszony, a zarazem czymś podekscytowany. Każdy był pewien, że Wadera jest w piekle, każdy oprócz uczonego, który wiedział co się zaraz stanie.
We mgle, która pojawiła się niespodziewanie na wzgórzu niedaleko było można zobaczyć skrzydła i łapy. Mgła nie znikała choć ciało leżało na ziemi. Coś zaczęło się podnosić….
Z mgły wyleciał duch LadyX, któremu towarzyszyły wrony i konie z czarnych koszmarów przypominających piasek. Zdawało się, że gonią ducha Wadery lecz z chwilą gdy duch stanął na ziemi zniknęły. Wszyscy byli zdziwieni. Gdy skierowali wzrok na miejsce gdzie stał uczony zastali pustkę. Uczony zniknął. Teraz dopiero zrozumieli, że ów uczony był czarodziejem.

3.  Spotkanie.



Wszyscy przyzwyczaili się do obecności ducha w Dolinie. między wilkami krążyły plotki  o uczonym. W końcu o nim zapomniano lecz coś zwróciło uwagę wszystkich. Z nieba leciał czarny deszcz! Wszyscy pochowali się w jaskiniach wiedząc, że zbliża się coś niedobrego. Nagle zza krzaka wyszła wilczyca – cała poraniona. Dwaj strażnicy zabrali ją do medyka Doliny – Kassana. Kassan patrzył rany i polał je magicznym płynem dzięki którym rany się zagoiły. Wyprowadził wilczycę z gabinetu i oddał pod opiekę strażników. Ci natomiast zaprowadzili nieznajomą do Akeli. 



Brak komentarzy: